Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Twilight w moim wykonaniu
Rozdział I - [...]Te dziewczyny mają z nim ciężkie życie...
Ding, dong. W domu Billy’ego Blacka zabrzmiał dzwonek.
- Już otwieram... – Jake pobiegł otworzyć.
- A niech mnie kule biją!!! Wyglądasz jak swój ojciec jak żeśmy w młodości na ryby latali! - w drzwiach stał mężczyzna o indiańskiej urodzie na rękach trzymał, na oko, pięcioletnią dziewczynkę.
- Tez miło mi pana poznać panie...
- Graff, Jon Graff.
- Panie Graff. Już wołam ojca. – Chłopiec zniknął na końcu długiego korytarza. Po chwili Jon usłyszał skrzypienie kół, a jego oczom ukazał się Billy.
- Witaj, Jonatanie. Co cię tu sprowadza?
- Kopę lat Billy! Wróciłem... Na stałe... Marie... nie żyje... – skłonił głowę, a głos zaczął mu się załamywać.
- Przykro mi... Wejdź! - panowie udali się do salonu by snuć wspomnienia z jakże długiego okresu rozłąki. Jake tym czasem wyszedł na ganek domu by oszczędzić sobie słuchania 17 lat życia Billy’ego i Jona. Gdy tak sobie siedział usłyszał warkot. Był coraz głośniejszy. Nagle pod dom zajechał motor wyczynowy wznosząc za sobą chmarę dymu.
- Hej. Nie widziałeś przypadkiem czterdziestoparo letniego Indianina z dzieckiem? – z motoru zsiadł kierowca.
- Tak, jest w domu.
- No wiedziałam, że tu będzie. Mógł przynajmniej zostawić mi klucze od domu – kierowca zdjął kask.
- A tak poza tym jestem Jake. – podał dziewczynie rękę.
- Stacie. – ona mu ręki nie raczyło podać – Właściwie to Constanzia, ale lepiej Stacie. Tak bardziej Amerykańsko. – dopiero teraz Jake zauważył, że dziewczyna mówi z francuskim akcentem.
- TATO!!! Daj klucze! – Stacie otworzyła drzwi i weszła do środka.
Wyszła po 10 minutach naburmuszona. Wsiadła do samochodu Jona razem z małą dziewczynką.
- No to do zobaczenia Billy. Constanzia wpadnie jutro odebrać motor – Jon wsiadł do samochodu i odjechał.
- Jake. Wstaw to bydle do garażu. – Billy machnął ręką w stronę motoru Constazii.
- Ok. – już się zbierał, gdy... – Tato, kto to właściwie jest>
- Daleki kuzyn ojca Sama Uleya. Mieszkał kiedyś w rezerwacie, ale się wyprowadził do Francji. No wiesz – Sorbona. Tam poznał swoja żonę Marie. Urodziły mu się dwie córki i niedawno Marie umarła na raka. Cała Francja mu się z nią kojarzył więc wrócił. Te dziewczyny mają z nim ciężkie życie – Billy westchnął głęboko, po czym wjechał do domu.
constanzia 15/06/2009 17:09:27 [
Powrót]
Komentuj
Fajnie, że zaczynasz tak jakby od zera, ponieważ powoli zaczynają mnie nudzić te kontynuacje... Widzę też, że zaczynasz od rodziny Black, więc tym bardziej jestem ciekawa, jak to wszystko się rozwinie :) Pozdrawiam!
Crystal 28/07/2009 11:37:38
| brak www IP: 83.22.67.12
Ejj, fajne ;pp Nie moge sie doczekać następnej części ;O
Zapraszam do mnie i dodaje do ulubionych ;)
hypermusic 19/07/2009 16:20:39
| brak www IP: 89.228.45.65